Select Page

podcast

NIE ROZUMIESZ WSZYSTKIEGO Z MOICH PODCASTÓW?

To znaczy, że świetnie trafiłeś! Możesz się z nich wiele nauczyć 🙂

Pobierz transkrypty wszystkich odcinków i ucz się ze mną polskiego!

PW 20 Najlepsze seriale do nauki polskiego

Najlepsze seriale do nauki polskiego

Dziś chciałabym opowiedzieć Wam o trzech serialach, które moim zdaniem idealnie nadają się do nauki języka polskiego. Każdy z tych seriali można za darmo obejrzeć w Internecie, będąc w Polsce, na różnych platformach vod. Od razu zaznaczę, że nie są to wybitne dzieła  sztuki kinowej i jeśli jesteście bardzo wrażliwymi widzami, dla których liczą się tylko produkcje mistrzów srebrnego ekranu, nie słuchajcie dalej. Moje propozycje to przykłady seriali z kultury masowej, popularnej. Nie wpłyną one znacząco na Wasze życie, ale mają jedną bardzo istotną zaletę dla osób uczących się języka polskiego. Wszystkie podane przeze mnie propozycje poruszają tematy, dotyczące większość społeczeństwa. Wybrałam trzy tytuły, każdy z trochę innego gatunku, ale wszystkie komediowe oraz jeden dodatek, czyli bonus, który polecam ze względu na …. błędy językowe… Tak, tak, nie przesłyszeliście się. Więc jeśli chcecie wiedzieć, jaki to serial warto oglądać dla potyczek językowych, zostańcie ze mną.

Moja pierwsza propozycja to serial „Rodzinka.pl”. Z ręką na sercu, myślę, że jest to serial dla każdego. Niezależnie od tego, czy jesteście bardzo młodzi i życie rodzinne was nie interesuje za bardzo, wiadomo jak to młodych ludzi, czy jesteście studentami, mamami, rodzicami nastolatków, singlami, a może nawet dziadkami, na pewno znajdziecie w tym serialu coś dla siebie. Jest to produkcja obyczajowo-komediowa opowiadająca o perypetiach, czyli przygodach, nowoczesnej polskiej rodziny z trójką dzieci. W rolę rodziców wcielili się Małgorzata Kożuchowska i Tomasz Karolak, czyli bardzo znani polscy aktorzy, występujący głównie w serialach i komediach romantycznych. Ich serialowi synowie też już teraz są rozpoznawanymi aktorami. W pierwszych sezonach najmłodszy syn Boskich jest przeuroczym chłopcem, który na pewno skradnie wasze serce. Ale pozostałej dwójce też nie można odmówić pomysłowości, uroku osobistego i ciętego języka. I właśnie dla uczących się języka polskiego ten potoczny język, cięte riposty i dynamiczne dialogi są największą wartością tego serialu. Także naprawdę serdecznie wam go polecam. Każdy odcinek trwa około dwudziestu minut, a akcja dzieje się głównie w domu rodziny Boskich, czyli w studiu filmowym. Serial emitowany jest do tej pory i liczy aż 14 sezonów. Jeśli szukacie czegoś na poprawę humoru po ciężkim dniu, serial „Rodzinka.pl” nada się idealnie. W Polsce można go oglądać bezpłatnie na platformie https://vod.tvp.pl/video/rodzinkapl,odc-210-wspolczesne-dziewczyny-sa-mega-dziwne,33763849 .Link znajdziecie w transkrypcji na mojej stronie.

Drugi serial, który polecam, to „Prawo Agaty”. Nie jest on już może tak uniwersalny jak „Rodzinka.pl” i nie spodoba się na pewno wszystkim. Polecam go osobom średnio zaawansowanym i zaawansowanym, ze względu na tematykę prawniczą, gdyż jest to właśnie serial obyczajowo-prawniczy, którego główna bohaterka wraz z dwójką innych znajomych zakłada kancelarię i w każdym odcinku poznajemy historię ich klientów. Taka specyfika serialu pozwala na zapoznanie się ze słownictwem z bardzo różnych dziedzin, ponieważ mamy tam sprawy związane z medycyną, szkolnictwem, pracą, oraz oczywiście bardzo dużo słownictwa prawniczego czy kryminalnego. Akcja dzieje się w Warszawie i w serialu można dostrzec też kadry plenerowe, kręcone właśnie w stolicy. Dodatkowo serial porusza też wątki osobiste bohaterów. Jego produkcja zakończyła się po 5 sezonach w 2015 roku. Główna bohaterka grana jest przez Agnieszka Dygant, natomiast w rolęe drugoplanowe wcielają się ponownie Małgorzata Kożuchowska i Tomasz Karolak, który grał również w polecanych przeze mnie serialu „Rodzinka pl”. Czy wspominałam Wam, że ci aktorzy, grają w wielu polskich serialach? To było oczywiście pytanie retoryczne, czyli takie, które nie wymaga odpowiedzi. Tak na marginesie, bolączką wszelkich polskich produkcji filmowych jest wąskie grono aktorskie. Przeważnie, zarówno w filmach, jak i w serialach pojawiają się w kółko te same twarze i czasami ma się wrażenie, że stale oglądamy ten sam film.

Wracając do naszych seriali, moją trzecią propozycją jest „Ojciec Mateusz” – serial kryminalny, w którym każdy odcinek opowiada o przygodach księdza pomagającego miejscowej policji rozwiązać zagadki kryminalne. Wyjątkowe w tym serialu są zdjęcia Sandomierza, małego, uroczego miasteczka położonego w centralnej Polsce, nad Wisłą. Również kontrast charakterów: spokojnego, przepełnionego poczuciem humoru księdza i porywczego komendanta policji oraz jego flegmatycznego partnera stwarza wiele zabawnych sytuacji. Serial emitowany jest do dziś i liczy aż 21 sezonów. Można go oglądać na stronie tvp. https://vod.tvp.pl/video/rodzinkapl,odc-210-wspolczesne-dziewczyny-sa-mega-dziwne,33763849 Serial ten polecam też osobom, które np. uczą się polskiego, ponieważ moją rodzinę w Polsce, np. dziadków i rozmawiają z nimi, ze względu na to, że większość bohaterów jest w wieku średnim i starszym i posługuje się słownictwem, którego też będziecie potrzebować do rozmowy z waszymi dziadkami. Mam nadzieje, że tym ostatnim zdaniem mnie zniechęciłam pozostałych do obejrzenia tego serialu, ponieważ jest to naprawdę taka lekka propozycja na rozluźnienie po stresującym dniu. 

Ostatnią, dodatkową poro propozycja serialową jest „Brzydula”. Jest to ciekawy serial pod kątem językowym. Akcja dzieje się równolegle w Warszawie, w siedzibie dłużnej firmy modowej i w małym miasteczku, z którego pochodzi główna bohaterka – Urszula. Rozpoczyna ona w dość przypadkowych okolicznościach pracę w firmie, która zupełnie nie odpowiada jej pod kątem wartości. Dziewczyna jest jednak zdeterminowana, bardzo zdolna i szybko odnajduje się w nowej sytuacji. Zdarzenie jej konserwatywnej i takiej małomiasteczkowej osobowości z nowoczesną kulturą organizacyjną firmy, która jest nastawiona przede wszystkim na zysk i szybką sprzedaż, doprowadza do wielu zaskakujących sytuacji. Jednak moim zdaniem najciekawszą postacią w tym serialu dla osób, które uczą się języka polskiego jest drugoplanowa bohaterka Violetta. Jej postać jest o tyle ciekawa, że praktycznie w co drugim zdaniu, które wypowiada, popełnia bardzo ciekawe błędy językowe. Dlatego serial ten polecam przede wszystkim osobom które są na średnio zaawansowanym i zaawansowanym poziomie i zaznaczam, żebyście nie brali przykładu z tej bohaterki, a jedynie traktowali wypowiedzi z pewną dozą podejrzliwości. Idealnie byłoby, gdybyście wynotowywali sobie wypowiedzi Violetty Ii sprawdzali, czy użyte przez nią frazy są poprawne językowo czy nie. Ten serial, podobnie jak „Rodzinka.pl” również jest króciutki. Każdy odcinek trwa zaledwie 20 minut, więc nawet jeżeli nie chcecie dużo czasu poświęcać na oglądanie seriali, te kilkanaście minut w ciągu dnia, myślę, że wygospodarujecie na trochę rozrywki i nauki w jednym. Oto link do pierwszego odcinka: https://player.pl/seriale-online/brzydula-odcinki,52

Na końcu chciałam zaznaczyć jeszcze raz, że nie są to seriale ambitne. Oczywiście wśród polskich seriali znajdziemy też te lepsze propozycje, a nawet bardzo dobre, jednak w większości są to produkcje dosyć trudne, w którym dominuje słownictwo bardzo potoczne, a nawet wulgarne. Ja oczywiście uważam, że takie słownictwo też należy znać, choćby po to, żeby wiedzieć, kiedy ktoś nas obraża. Jednak, jeśli nie jesteście jeszcze bardzo biegli w języku, nie jesteście zanurzeni bardzo mocno w tej kulturze, to naprawdę zacznijcie od tych mniej ambitnych, a poprzeczkę zawsze sobie można podnieść i później sięgnąć po te lepsze propozycje. 

Na zachętę powiem Wam, że ja bardzo lubię dobre kino, można powiedzieć, że jestem miłośniczką kinematografii. Jednak, jak uczyłam się niemieckiego, to też nie sięgałam po te tylko najambitniejsze produkcje, ale właśnie takiego potocznego niemieckiego, który okazał się naprawdę bardzo przydatny, gdy mieszkałam w Niemczech, uczyłam się z  niemieckiego odpowiednika „Brzyduli” i innych tego typu gniotów, czyli takich mało ambitnych seriali i naprawdę widziałam bardzo duże efekty, także mam nadzieję, że Was zachęciłam przynajmniej do zapoznania się z tymi propozycjami. Podkreślam, że jeżeli mieszkacie teraz w Polsce, wszystkie znajdziecie bez problemu w Internecie.

PW 19 Jak kupują Polacy?

Jak kupują Polacy?

Dzisiejszy temat to zakupy. Ale jeśli jesteś mężczyzną i właśnie w tym momencie chcesz wyłączyć mój podcast, bo pomyślałaś że zakupy to jest ostatnia rzecz na świecie, która cię interesuje, nie rób tego! Z tego podcastu dowiecie się, co wpływa na decyzje zakupowe Polaków, jak kiedyś wyglądał najpopularniejszy dyskont w Polsce, czyli Biedronka i gdzie Polacy najczęściej robię zakupy.

Czy wiesz, jak nazywa się mały, osiedlowy sklep, w którym kupisz warzywa i owoce? Jeśli nie, słuchaj dalej!

Zacznę od tego że, ciągu ostatnich kilku lat bardzo zmienił się sposób, w jaki Polacy podejmują decyzje zakupowe. Jeszcze jakiś czas temu największą rolę odgrywała cena towaru. Szukaliśmy najtańszych rozwiązań, dlatego też taką karierę zrobiły w Polsce dyskonty spożywcze, czyli sklepy typu Lidl czy Biedronka. Jeszcze 20 lat temu takie dyskonty wyglądały zupełnie inaczej. Bardziej przypominały jakieś hale czy magazyny niż sklepy spożywcze. Produkty były sprzedawane bezpośrednio z kartonów, nie były wykładane na półki, tzn. nie były w żaden sposób eksponowane w sklepie. Natomiast ceny w takich dyskontach były bardzo atrakcyjne. Tak właśnie kiedyś wyglądały Biedronki. 

Do takich sklepów chodziło się tylko z jednego powodu – niskiej ceny. Jeżeli ktoś z was był w ostatnim czasie w Biedronce czy w Lidlu, wiecie, że teraz jest to nie do pomyślenia. Podobno te dwa sklepy wchodzą nawet w taki bardziej ekskluzywne segment rynku i planują otwarcie swoich delikatesów, czyli ekskluzywnych sklepów spożywczych.

Ale wróćmy do początków dyskontów w Polsce. Zyskały one w tamtych czasach ogromną popularność. Jednak wraz z bogaceniem się polskiego społeczeństwa ludzie Zaczęli brać pod uwagę różne inne czynniki w swoich decyzjach zakupowych. Nie patrzyli już tylko na najniższą ocenę, ale ważne dla nich było też otoczenie czyli wygląd sklepu, różnorodny asortyment czy w końcu obsługa klienta. Dlatego dziś Biedronki nie wyglądają jak zapyziałe hale magazynowe, w których kupuje się prosto z kartonów, ale w większości przypadków, jak normalne sklepy spożywcze. 

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez platformy do obniżenia rachunków, aż jedna trzecia Polaków bierze pod uwagę jakość obsługi klienta przy dokonywaniu decyzji zakupowych. Coraz częściej też bierzemy pod uwagę inne czynniki. 67% badanych sprawdza, czy produkt jest ekologiczny, 65% respondentów bierze pod uwagę pochodzenie danego produktu, czy np. jest wyprodukowany w Polsce,  natomiast aż dla 55% badanych istotny jest region, z którego pochodzi dany produkt, to znaczy że ponad połowa respondentów stara się wybierać produkty regionalne. 

Polscy konsumenci biorę również pod uwagę takie czynniki, jak fakt, czy miejsce jest przyjazne dla matek z dziećmi, stosunek pracodawców do osób zatrudnionych oraz testowania swoich produktów na zwierzętach. Coraz częściej szukamy więc alternatyw i nie ograniczamy się do robienia zakupów w najbliższych dyskontach.

Gdzie jeszcze kupujemy? Zacznę od sklepów stacjonarnych. Sklepy, czyli obiekty handlowe w Polsce czynne są zazwyczaj od poniedziałku do piątku od godziny szóstej albo siódmej rano do dwudziestej pierwszej, czasami do dwudziestej drugiej. W małych miastach mniejsze sklepiki w sobotę czynne są od dziewiątej do trzynastej, natomiast markety czy inne duże sklepy w sobotę czynne są również do dwudziestej pierwszej albo dwudziestej drugiej. Od dwóch lat w Polsce obowiązuje zakaz handlu w niedzielę, co oznacza, że większość sklepów w niedziele niehandlowe jest zamknięta. Wyjątek stanowią małe sklepiki, w których to właściciel zajmuje się sprzedażą, o tym jeszcze będę mówiła. 

Coraz częściej Polacy doceniają obecność małych osiedlowych sklepików, które są blisko ich miejsca zamieszkania i w których zakupy przebiegają znacznie szybciej i znacznie znacznie sprawniej niż w zatłoczonych marketach. Żabka jest przykładem takiej sieciówki, która znajduje się praktycznie na każdym osiedlu. W nowszych sklepach tej marki można kupić nawet kawę czy hot doga, także bardziej te sklepy przypominają już … może nie kawiarnie, ale punkty usługowe niż tylko zwykle sklepy. A w ciągu ostatnich dwóch lat Żabka zyskała znaczną przewagę nad większością innych sklepów, ponieważ może być otwarta również w niedziele niehandlowe. 

Teraz opowiem Wam o moim ulubionym miejscu zakupowym. Jeśli chcemy zrobić zakupy owocowo-warzywne możemy udać się na bazar, rynek czy targ, Podałam trzy różne nazwy, ponieważ w zależności od regionu Polski używamy innego określenia. Ja jestem przyzwyczajona do nazwy bazar albo bazarek i takiej też będę używać. 

Zatem na bazarze najczęściej możemy kupić owoce i warzywa od lokalnych rolników. Oczywiście na takich placach targowych swoje stoiska mają też tak zwani handlarze, czyli osoby, które nie zajmują się produkcją warzyw czy owoców, a jedynie ich sprzedażą. Oznacza to, że bardzo wcześnie rano, skoro świt, jeżdżą na giełdy owocowo-warzywne i  tam kupują towar, po czym przyjeżdżają na mniejsze bazarki i odsprzedają go. W samych tych praktykach, czy takim handlu, nie ma nic złego oczywiście, ale niestety często wiąże się to z nieuczciwością sprzedawców, którzy podają się również za producentów swoich towarów, czyli rolników. A co za tym idzie, udzielają nieprawdziwych informacji na temat towarów, które sprzedają. Ja staram się kupować u sprawdzonych sprzedawców na bazarkach, tzn od ludzi, których już znam i wiem, które warzywa i owoce sami hodują, a które kupują na giełdzie. 

Trzeba pamiętać, że podczas zakupów na bazarku nie można płacić kartą, to znaczy, że musicie mieć przy sobie gotówkę. Na takim bazarku przeważnie nie ma też bankomatu, więc o wypłacie pieniędzy musicie pomyśleć wcześniej. Dobrze jest też mieć ze sobą własne siatki, reklamówki czy kosze, żeby nie brać jednorazowych torebek oferowanych przez sprzedawców. 

Kolejnym rodzajem sklepów, które Polacy bardzo często odwiedzają, zwłaszcza rano są piekarnie i cukiernie. W piekarni możemy kupić świeże pieczywo, czyli chleb, bułki, rogale czy Bagietki. Najczęściej też znajdziemy tam rzeczy na słodko, takie jak ciasta i ciasteczka. W cukierni natomiast kupimy tylko słodkie wypieki, czyli ciasta, pączki, torty, jednym słowem desery. Nie znajdziemy tam pieczywa. 

Wśród małych osiedlowych sklepików często jeszcze znajdziemy warzywniaki. A są to najczęściej budki, w których sprzedaje się tylko owoce i warzywa. Rzadko kiedy sprzedawcą jest też producent żywności, ale jeśli szukacie na przykład prawdziwej polskie kiszonej kapusty czy kiszonych ogórków, powinniście udać się właśnie do takiego warzywniaka, gdzie dostaniecie te produkty prosto z beczki. 

W większych miastach znajdziemy oczywiście duże centra handlowe, inaczej zwane galeriami handlowymi. W takich galeriach, poza butikami, czyli sklepami z ubraniami, znajdziemy również zazwyczaj bardzo duży sklep spożywczy, czyli supermarket. Często również mamy możliwość zakupienia produktów z różnych zakątków świata w delikatesach, czyli takich sklepach z bogatą ofertą ekskluzywnych artykułów spożywczych. Ponadto możemy skorzystać z różnego rodzaju punktów usługowych: jeśli chcemy dobrać sobie okulary, w galerii bez problemu znajdziemy optyka, gdy chcemy coś przekąsić, udamy się do części restauracyjnej, możemy również załatwić sprawy w banku, kupić bilety w kiosku, wykupić receptę w aptece, a nawet iść do lekarza, na siłownię czy oczywiście do kina. Zaletą robienia zakupów w galerii handlowych niewątpliwie jest fakt, że wszystko znajdziemy pod jednym dachem, ale niestety wieczorami i w soboty są one bardzo zatłoczone i dla mnie np. chodzenie po centrach handlowych w weekendy to prawdziwa męczarnia.

Opowiedziałam wam o najpopularniejszych typach sklepów stacjonarnych, ale tak naprawdę w dzisiejszych czasach coraz popularniejsze staje się w Polsce robienie zakupów przez internet. Jeśli chodzi o zakupy spożywcze istnieje kilka sklepów, które oferują tego typu usługi np. Frisco, Tesco czy Auchan. Jednak wszystkie te sklepy dowożą tylko w obrębie dużych miast. Niewątpliwą zaletą robienia zakupów przez internet jest oszczędność czasu i fakt, że jak zamawiamy np. dwie zgrzewki wody i mieszkamy w bloku bez windy to kurier te zgrzewki wniesie za nas do mieszkania i jest to niesamowite ułatwienie np. dla matek, które robią zakupy razem z małymi dziećmi i nie mają samochodu. Jeśli mieszkacie w dużym mieście, możecie również skorzystać z firm, które oferują zakupy w Lidlu albo w Biedronce za was. Ja nigdy nie korzystałam z takiego rozwiązania, ale wydaje mi się ono bardzo wygodne i polega mniej więcej na tym, że robicie listę zakupów, a ktoś za was idzie do sklepu i wybiera odpowiednie produkty, jeśli czegoś nie ma na liście, po prostu do was dzwoni i się pyta, czy chcecie jakiś zamiennik, a następnie przywozi wam to do domu. 

Takim połączeniem zakupów online ze stacjonarnymi są kooperatywy spożywcze. To grupy ludzi działających lokalnie, a zrzeszających się najczęściej na fb, którzy zbierają przez internet zamówienia na świeże produkty od lokalnych rolników czy z innych sprawdzonych źródeł, następnie kupują je w ilościach hurtowych i dzielą wśród członków kooperatywy zgodnie ze złożonym zamówieniem. Czasami takie grupy funkcjonują w prostszy sposób, mianowicie sami rolnicy zajmują się zbieraniem zamówień na swoje produkty, a następnie przyjeżdzają w umówione miejsce do miasta, konkretnego dnia o umówionej godzinie i zainteresowani takimi zakupami, sami muszą pofatygować się w miejsce odbioru. 

Calem takich kooperatyw jest bezpośredni kontakt rolnika z klientem, z pominięciem pośredników, a jednocześnie współpraca ze sprawdzonymi producentami. Zatem, jeśli nie wiecie, jak znaleźć prawdziwego rolnika w dużym mieście, a chcecie kupować świeże produkty od lokalnych producentów, poszukajcie najbliższej kooperatywy spożywczej.

To wszystko w dzisiejszym odcinku podcastu, jeśli przygotowujecie się do zdawania certyfikatu polskiego, zwróćcie uwagę na fragment o analizie wyników badania rynku. Takie wypowiedzi są jednym z możliwych zadań w części ustnej i warto znać poprawne formy odmiany rzeczownika „procent” oraz wiedzieć, jakimi wyrażeniami posługiwać się przy omawianiu takich wyników badań opinii publicznej. 

Jeśli macie pytania, albo pomysły na kolejne odcinki podcastu, napiszcie do mnie. Jestem otwarta na wszystkie sugestie. Do usłyszenia w kolejnym odcinku! 

Historia Polski w pigułce – część I

Historia Polski w pigułce – część I

Cześć, ja mam na imię Natalia i witam Was w kolejnym odcinku podcastu Polish Words, który jest przeznaczony dla osób uczących się języka polskiego jako obcego. Bez zbędnych wstępów chciałabym Was dziś zaprosić na odcinek, który miał dotyczyć czegoś innego… Zawsze staram się w moich podcastach zachowywać sezonowość tzn. nawiązywać do bieżących wydarzeń albo do cyklicznych tradycji, takich jak święta Bożego Narodzenia czy Wielkanocy. Dlatego bardzo mi zależało, żeby w tygodniu wyborczym nagrać podcast nawiązujący do tej tematyki. 13 października, czyli w najbliższą niedzielę odbędą się w Polsce wybory parlamentarne, które są bardzo ważnym wydarzeniem dla każdego demokratycznego kraju. Ponieważ w tym dniu to my możemy zdecydować o tym, na co przeznaczane są nasze pieniądze, czyli podatki, które płacimy od każdej żadnej zakupionej rzeczy czy usługi. Uważam, że ten, kto nie zagłosuje wyborach, nie ma moralnego prawa do tego, żeby później narzekać na działania rządu. Ponieważ, jeśli nie pójdziemy na wybory, też wyrażamy opinię na temat losów swojego kraju i ta opinia brzmi: Jest mi wszystko jedno, mam to gdzieś, zdecydujcie za mnie!

Z takich ciekawostek wyborczych, prawa wyborcze dla kobiet, które dziś wydają się oczywistością, zostały po raz pierwszy uznane w USA dopiero w latach sześćdziesiątych XIX wieku. W Polsce natomiast kobiety mogą brać udział w głosowaniu od zaledwie 100 lat. To są niecałe dwa pokolenia! To znaczy, że nasze prababcie nie miały takich przywilejów, jak my mamy i uważam, że naszym obowiązkiem jest z tego przywileju skorzystać. 

Chciałam więc, żeby podcast publikowane w tym tygodniu był w jakiś sposób związane z wyborami z jednej strony, z drugiej zaś – mam duży opór przed dyskusjami na tematy polityczne. Chciałabym zachować dla siebie swoje poglądy w tej kwestii, więc zamiast mówić bezpośrednio o wyborach czy o polityce w Polsce postanowiłam opowiedzieć wam o historii Polski, ale spokojnie nie będzie żadnych nudnych wykładów, to będzie taka pigułka wiedzy o Polsce.

11 listopada, a w rocznicę odzyskania niepodległości, obchodzimy w Polsce Święto Niepodległości. W zeszłym roku Polska dość hucznie obchodziła setną rocznicę odzyskania niepodległości i właściwie wszyscy moi uczniowie, nawet ci mało interesujący się historią Polski, słyszeli o tym wydarzeniu. Dlatego uznałam że zbliżająca się rocznica odzyskania niepodległości i tydzień wyborczy to świetne okazje, żeby przybliżyć Wam historię Polski w pigułce. 

Ja osobiście nie jestem wielką natką historii, tzn. nie interesuje się aż tak bardzo dziejami świata czy nawet naszego kraju, ale uważam, że historię powinno się znać. A chociaż mniej więcej powinno się też poznać historię kraju, którego języka się uczymy. I dlatego zachęcam was do wysłuchania tego podcastu, nawet jeżeli też nie interesujecie się historią tak bardzo, jak ja.

Żeby jeszcze bardziej ułatwić Wam to zadanie, mój podcast to będzie komentarz do filmu animowanego pt. „Historia Polski”. Czyli, najpierw wchodzicie na Youtube’a, wpisujecie w wyszukiwarkę „animowana historia Polski” i oglądacie świetnie zrobiony, krótki animowany film przedstawiający całą historią Polski. Następnie włączacie mój podcast i słuchacie o tych wszystkich wydarzeniach, które były pokazane w filmie. Prościej już się nie da!

Film, o którym mówiłam, został stworzony przez polskiego reżysera i rysownika Tomasza Bagińskiego, znanego jako twórca nominowanej do Oscara animacji pt. „Katedra”. Animacja „Historia Polski” powstała jako materiał promujący Polskę na wystawie Expo w Szanghaju w 2010 roku, a z ciekawostek – praca nad tym krótkim, bo zaledwie ośmiominutowym filmem, trwała ponad rok. 

Na wstępie chcę zaznaczyć, że będę starała się zachować obiektywizm dotyczący wyboru postaci i wydarzeń historycznych, tzn. nie będę wypowiadać swojego zdania na temat słuszności pokazania danego wydarzenia w tej animacji. Innymi słowy nie będę wcielać się w rolę krytyka filmowego, a raczej reportera, który bezstronnie relacjonuje wydarzenia na ekranie. Zaczynajmy.

Sceną otwarcia filmu jest piękny kadr z widokiem na puszczę, po środku której stoi z włócznią wódz plemienia Polan. Początki państwa polskiego sięgają dziesiątego wieku, kiedy to na tych terenach zamieszkiwały różne plemiona, czyli grupy ludzi. Wśród nich były takie plemiona, takie jak Polanie, Mazowszanie, Wiślanie, Opolanie czy np. Ślężanie. W czasach Mieszka I, czyli pierwszego historycznego władcy Polski, to właśnie Polanie, zamieszkujący okolice Gniezna, okazali się najsilniejsi i opanowali tereny pozostałych plemion słowiańskich. Tak właśnie powstało państwo Polan, czyli Polska. I na tym właściwie kończy się historia słowiańska naszego kraju, a zaczyna chrześcijańska, ponieważ kolejna scena to przyjęcie chrztu przez Mieszka, co uczyniło go pierwszym władcą chrześcijańskim. Idealnie obrazują to kolejne sceny animacji, w których symbole słowiańskie zastępowane są symbolami chrześcijańskimi, takimi jak krzyże. A jeżeli interesuje was pogańskie pochodzenie różnych polskich tradycji, np. wielkanocnych, zapraszam do odsłuchania mojego podcastu o pogrzebie żurku i śledzia, w którym opowiadam, w jaki sposób dokonywano właśnie takiej zamiany miejsc kultu, symboli czy świąt słowiańskich w chrześcijańskie. 

Przyjęcie chrztu w 966 roku miało duże znaczenie w kształtowaniu się polskiej państwowości, ponieważ, z jednej strony umacniało pozycję władcy, tzn. książę czy król miał jeszcze większą władzę, ze względu na to, że według chrześcijan władza pochodzi od Boga, a więc nie można jej się przeciwstawić. Z drugiej zaś, organizacja kościelna pomagała jednoczyć się pozostałym plemionom słowiańskim w jedno państwo. Przyjęcie chrześcijaństwa spowodowało również napływ duchownych, władających łaciną, czyli mówiących w języku łacińskim i Polska weszła wtedy w łaciński obszar kulturowy, znacznie zyskując na znaczeniu na arenie międzynarodowej. 

Kolejną istotną datą w historii Polski był rok tysięczny, w którym nastąpił zjazd gnieźnieński, czyli wizyta cesarza niemieckiego Ottona III na grobie świętego Wojciecha,  który był misjonarzem i jako męczennik zginął podczas szerzenia wiary chrześcijańskiej na ziemiach Polski.  Podczas tej wizyty potwierdzono, że Kościół w Polsce jest niezależny, a cesarz włożył na głowę Bolesława diadem, czyli taką koronę, która symbolizuje władzę królewską i to właśnie te sceny widzimy podczas filmu. 

Tym samym umocniła się książęca władza Bolesława w Polsce, co ułatwiło mu uzyskanie tytułu królewskiego. Koronacja Bolesława Chrobrego na pierwszego króla Polski odbyła się jednak 25 lat później, w 1025 roku. Tym samym Polska stała się monarchią, czyli państwem, w którym władzę sprawuje król. Bolesław zyskał przydomek Chrobry, czyli odważny i do tej pory uznawany jest za jednego z najdzielniejszych władców w historii Polski, ponieważ udało mu się poszerzać granice państwa stworzonego przez swojego ojca, Mieszka I. Jednak po śmierci Bolesława Chrobrego nastąpił poważny kryzys państwa polskiego, a jego syn, również Mieszko, ale tym razem II, stracił nawet koronę, a Polskę zaczęły atakować inne państwa. Ludzie zaczęli buntować się przeciwko nałożonym na nich za dużym daninom, czyli takim ówczesnym podatkom, a poza tym chcieli wrócić do czasów sprzed przyjęcia chrześcijaństwa. Kolejni władcy również w znaczący sposób nie przyczynili się do wzmocnienia swojej pozycji, więc w skrócie można podsumować, że przez te lata w Polsce panował chaos i kryzys państwowości. 

I tak dochodzimy do roku 1226, w którym jeden z książąt polskich, Konrad, sprowadził do Polski zakon krzyżacki, który miał mu pomóc w podboju Prus, sąsiadów Polski. Ale rycerze okazali się sprytniejsi i przechytrzyli Konrada. Zajęli co prawda Prusy, ale zagarnęli też ziemie polskie, których użyczył im Konrad i tak, jako nasi niechciani sąsiedzi, stali się bardzo dużym zagrożeniem dla Polski. 

Kolejne sceny filmu obrazują rządy Kazimierza Wielkiego, począwszy od jego koronacji w 1333 r. Jest to jeden z bardziej znanych władców Polski, o którym mówi się, że zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną. Po kilku wielka wojen zmienił sposób prowadzenia polityki zagranicznej na bardziej dyplomatyczną, dążył do wzmocnienia rozwoju gospodarczego państwa, opartego na handlu naturalnymi surowcami wydobywanymi w Polsce, takim jak np. sól, co właśnie też widzimy na filmie. 

Ponadto Kazimierz Wielki stawiał w swojej polityce wewnętrznej na zakładanie miast i wsi, czyli na urbanizację Polski. To również przyczyniało się do rozwoju gospodarczego naszego kraju. Na animacji widzimy scenę powstania Akademi Krakowskiej w 1364 r., czyli dzisiejszego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jak więc widzicie, jest to jedna z najstarszych na świecie uczelni. 

Być może zainteresuje Was również scena pewnej uczty ukazanej na filmie. Była ona wydana przez Kazimierza Wielkiego dla wielu władców i monarchów europejskich. Przedstawiono ją w tej animacji, ponieważ przybycie tak wielu możnych na zaproszenie Kazimierza Wielkiego świadczyło o dużym znaczeniu Polski w Europie.

Następnie przechodzimy do bitwy pod Grunwaldem. Była to jedna z największych bitew w historii średniowiecznej Europy. Miała ona miejsce 15 lipca 1410 roku. Była to walka toczona pomiędzy połączonymi siłami Polski i Litwy a zakonem krzyżackim. Wojska Polski i Litwy były pod dowództwem Władysława Jagiełły i wielkiego księcia litewskiego Witolda i liczyła około 30 000 żołnierzy, natomiast zakon krzyżacki dysponował armią liczącą około 15 000 rycerzy i dowodził nimi Ulrich von Jungingen, wielki mistrz zakonu krzyżackiego. Wojska krzyżackie stały na polach pod Grunwaldem w pełnym słońcu, co wykorzystał polski dowódca i opóźniał atak ze względu na to, że polscy żołnierze stacjonowali w tym samym czasie w lesie. Władysław Jagiełło nie uczestniczył w walkach wręcz, dowodził z oddali. W trakcie walk upozorowano odwrót wojsk litewskich, co skłoniło rycerzy krzyżackich również do wycofania się z dogodnej pozycji i utknęli oni na grząskich gruntach. To oczywiście wykorzystały wojska polskie i tym samym zwyciężyły bitwę. 

E15 Co zrobić podczas awarii samochodu w Polsce?

Awaria samochodu

Cześć, w dzisiejszym podcaście chciałabym Wam opowiedzieć o dość przykrej sytuacji, która przytrafiła mi się kilka tygodni temu, kiedy jechałam do Warszawy spotkać się ze swoimi koleżankami. Dawno ich nie widziałam, więc bardzo cieszyłam się na to spotkanie. Już dzień wcześniej przygotowałam sobie wszystko do zabrania, a rano w dniu wyjazdu byłam bardzo pozytywnie nastawiona i już nie mogłam się doczekać, aż zobaczę dawno niewidziane przyjaciółki. Gdy wsiadłam do samochodu, jak zwykle ustawiłam nawigację, żeby zobaczyć, czy po drodze nie ma żadnych robót drogowych, remontów albo wypadków. Wtedy nawigacja pokazuje alternatywne, szybsze trasy. Jakież było moje zdziwienie, gdy się okazało, że trasę, którą zwykle można pokonać w dwie i pół godziny, nawigacja oszacowała na cztery i pół godziny. Nie wiedziałam, o co chodzi, ale nie widziałam też, żeby na mapie były zaznaczone jakieś dłuższe korki. Postanowiłam nie przejmować się wskazaniami nawigacji i po krótkich zmianach ustawień, okazało się, że wszystko wróciło do normy i trasa znów wynosi około 2,5 h. 

Podróż mijała mi bardzo szybko. Zazwyczaj, gdy jadę sama, słucham audiobooków, żeby jeszcze bardziej uprzyjemnić sobie czas spędzony za kierownicą. Tak było też i tym razem. Słuchałam akurat książki znanego Dale’a Carnegie „Jak przestać się martwić i zacząć żyć”, którą, tak na marginesie, serdecznie Wam polecam. Zdaję sobie sprawę z tego, że tytuł nie zachęca do sięgnięcia po tę książkę, ale uwierzcie mi, że warto. Zwłaszcza, że możecie znaleźć ją bez problemu na youtubie w formie audiobooka po polsku. Książka jest właściwie zbiorem opowieści o tym, jak pozytywne nastawienie wpłynęło na życie różnych ludzi. Naprawdę świetnie się jej słucha i można zdać sobie sprawę z tego, że zamartwianie się do niczego dobrego nas nie zaprowadzi. 

Wracając do mojej podróży, tuż przed Warszawą chciałam zrobić sobie postój, wjechałam więc na stację benzynową, żeby zatankować i nie martwić się juz o paliwo przez resztę weekendu. Niestety kolejki do tankowania były gigantyczne i zrezygnowałam. Miałam jeszcze na tyle paliwa, że postanowiłam wrócić na stację wieczorem. Nadal słuchałam audiobooka, ponieważ bardzo mnie wciągnął, a po dwóch godzinach słuchania tak pozytywnego przekazu byłam w doskonałym humorze, a myślami już szukałam miejsca parkingowego w centrum Warszawy, gdzie byłam umówiona na śniadanie. 

Zostało mi dosłownie kilka kilometrów do celu i tak ni stąd ni z owąd, mój samochód po prostu zgasł. Oczywiście chciałam go jak najszybciej znowu zapalić, zanim stojący za mną kierowcy zaczną nerwowo trąbić. Kto jeździł po Warszawie, ten wie, że kierowcy bywają różni. Niestety przekręcenie kluczyków w stacyjce nic nie dało. Podejrzewałam, że padł mi akumulator i naprawa nie okaże się skomplikowana. Na całe szczęście nie wydarzyło się to gdzieś na autostradzie, w połowie drogi między moim mieszaniem a Warszawą, ale w Śródmieściu. 

Oczywiście cała sytuacja zestresowała mnie trochę, ponieważ stałam na środku dość ruchliwej ulicy, musiałam ustawić trójkąt ostrzegawczy za samochodem, żeby nikt we mnie nie wjechał i włączyć świtała awaryjne. Po chwili dwóch młodych chłopaków, którzy akurat przechodzili obok, pomogło mi. Niestety nie mówili oni po polsku, a ja nie znałam ich języka, ale dogadaliśmy się na tyle, żebym zrozumiała, że to nie akumulator jest przyczyną awarii, a coś poważniejszego, 

Pomogli mi przepchnąć samochód na pobliski parking, gdzie mogłam bezpiecznie przemyśleć, co mogę dalej zrobić. To nie była moja pierwsza awaria w życiu. Wiedziałam więc, że skoro samochód jest niesprawny, silnik nie che odpalić, muszę wezwać pomoc drogową, czyli lawetę. Jednak sama laweta nie rozwiązywała problemu, ponieważ może ona jedynie odholować zepsuty samochód, którego naprawą zajmuje się mechanik w warsztacie samochodowym. Pikanterii całej historii dodaje fakt, że była już godzina 12.00 w sobotę, a przeważnie wszystkie punktu usługowe czynne są jedynie do 13.00 w ten dzień. Musiałam więc się spieszyć ze znalezieniem mechanika, który zgodziłby się choć zobaczyć mój samochód i zdiagnozować usterkę. Nadal wierzyłam, że to jakaś błahostka i jeszcze dziś wieczorem będę się cieszyć naprawionym samochodem. 

Przypomniało mi się, że mam zapisany numer telefonu do mechanika mojego taty. Okazało się, że jest to starszy pan, który prowadzi warsztat z żoną i zgodził się zajrzeć do mojego samochodu jeszcze dziś. Pozostało zorganizować lawetę. Na szczęście, w dzisiejszych czasach Google podpowie ci, jak poradzić sobie z problemem w dwie sekundy i tak, po chwili czkałam już na umówioną pomoc drogową. Musiałam jednak wypłacić gotówkę, ponieważ za tego typu usługi w Polsce raczej nie można płacić kartą. Na szczęście po przeciwnej stronie ulicy był  bankomat w biurowcu. Pełna nadziei na pozytywne zakończenie historii (w końcu przez całą drogę słuchałam o tym, jak przestać się martwić) wypłaciłam pieniądze zarówno na lawetę, jak i na naprawę samochodu, bo wiedziałam, że w warsztacie również nie będę mogła płacić kartą. Weszłam jeszcze na chwilę do toalety, a następnie wróciłam już do miejsca, gdzie stał mój samochód, pod który właśnie podjechał pan z pomocy drogowej. 

Sam proces wciągania samochodu na lawetę poszedł bardzo sprawnie i już po około czterdziestu minutach byłam w warsztacie. Pan laweciarz sprawnie zostawił moje auto na placu warsztatowym, a ja poszłam po portfel, żeby zapłacić mu za odholowanie. Już od pierwszej minuty, gdy tylko zorientowałam się, że mojego portfela nie ma w plecaku, wiedziałam, że coś jest nie tak. Wtedy coś właśnie we mnie pękło i poczułam, że już za dużo tego pecha jak na jedno przedpołudnie i jedną osobę. Do tej pory, mimo tak stresującej sytuacji, jaką był zepsuty samochód, zmarnowane spotkanie z przyjaciółkami, do którego nie doszło, duże koszty naprawy, byłam bardzo spokojna. Powtarzałam sobie słowa z książki, że zamartwianie się nic mi nie da.  Ale w momencie, gdy uświadomiłam sobie, że do tego wszystkiego czeka mnie jeszcze wymiana dokumentów, takich jak dowód osobisty i prawo jazdy, blokowanie karty i de facto podwójne koszty naprawy, nie wytrzymałam i rozpłakałam się jak mała dziewczynka. 

Nie mogłam jednak pozwolić sobie na długie szlochy, bo pan z lawetą czekał na zapłatę. Na szczęście miałam ze sobą telefon i mogłam zrobić przelew, a pan, widząc mnie tak zdenerwowaną, nie robił z tym problemów. Gdy załatwiłam sprawę z laweciarzem, starałam się uspokoić i wtedy uświadomiłam sobie, że portfel musiałam zostawić w toalecie. Było to na drugim końcu Warszawy i szansa na jego odzyskanie po godzinie wynosiła praktycznie zero. Zaczęłam się zastanawiać, czy dzwonić najpierw do banku, żeby zastrzec kartę czy na policję, żeby zgłosić zagubienie dowodu tożsamości i prawa jazdy, gdy nagle na moim telefonie pojawiła się wiadomość z Facebooka od nieznajomej, że znalazła mój portfel i prosi mnie i o kontakt. 

Od razu wykonałam telefon i … znów się rozpłakałam, tym razem z radości. Okazało się, że ta pani też znalazła się w toalecie dość przypadkowo i gdy zobaczyła portfel, zamiast oddać go ochronie, postanowiła sama odnaleźć mnie na Facebooku. Gdy usłyszała w jakich okolicznościach zgubiłam go, zaproponowała, że przywiezie mi go na Pragę – na drugi koniec Warszawy! Uwierzycie? Bo ja na początku nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. A pózniej przecież przypomniało mi się, że cały czas powtarzałam sobie, że nie warto się martwić, bo jedynie pozytywne myśli przyciągają pozytywne zdarzenia. Wszystko się dobrze skończyło, ostatecznie spotkałam się z przyjaciółkami i spędziłam bardzo miły weekend w Warszawie. 

Posiłkując się tą historią chciałam Wam opowiedzieć o tym, co robić, gdy przydarzy Wam się awaria samochodu w Polsce. 

Przede wszystkim ze względów bezpieczeństwa polecam mieć zawsze ze sobą w podróży telefon i ładowarkę albo NAŁADOWANY powerbank. Uwierzcie mi, że gdy spotka was tak stresująca sytuacja jak awaria samochodu, jeden problem mniej w postaci działającego telefonu jest na wagę złota. Rada numer dwa brzmi: zawsze upewnij się przed podróżą, że masz w samochodzie trójkąt ostrzegawczy, a najlepiej – kamizelki odblaskowe. W przypadku gdy zepsuje Ci się samochód na drodze, od razu włączyć światła awaryjne i ustaw trójkąt za samochodem. Poruszanie się po ulicy w Polsce nie jest moim zdaniem bezpieczne, więc najlepiej dodatkowo się zabezpieczyć, zakładając kamizelkę odblaskową. Ale nawet to nie daje nam gwarancji bezpieczeństwa. A samochody jeżdżą bardzo szybko, mało kto przestrzega ograniczeń prędkości i należy ograniczyć poruszanie się po jezdni na piechotę. Ja osobiście wyszłabym w ogóle samochodu i stanęła w bezpiecznym miejscu i dopiero stamtąd próbowała wezwać pomoc. Jeśli jest możliwość przepchnięcia samochodu w bezpieczniejsze miejsce, takie które nie przeszkadza również innym kierowcom, warto poprosić kogoś, żeby Wam pomógł. Niestety w Polsce nie ma co liczyć na to, że ktoś sam pomoże Wam bez proszenia o pomoc. Ale zawsze warto prosić ludzi w takich sytuacjach. 

Gdy już samochód będzie stał w bezpiecznym miejscu, musicie znaleźć pomoc drogową, która zawiezie Wasz samochód do warsztatu. Przeważnie osoby, które w podróży mają awarię samochodu, mają dwie opcje do wyboru: albo holowanie samochodu do swojego mechanika, do swojego miejsca zamieszkania (ma to sens w przypadku gdy ta odległość nie jest zbyt duża, albo gdy samochód zepsuje nam się np. w podróży na wakacje i nie chcemy tracić czasu i zostawiać samochodu w jakimś przypadkowym miejscu). Ja niestety miałam kiedyś taką sytuację, gdy samochód zepsuł mi się około 100 km od mojego miejsca docelowego i zdecydowałam się holować go właśnie do tego miejsca. Awaria okazała się na tyle poważna, że naprawa trwała kilka dni i wiadomo, że trochę zepsuła mi humor podczas wakacji, ale plusem takiego rozwiązania było to, że warsztat znajdował się w miejscowości, w której ja też przebywałam i co dwa dni mogłam osobiście dowiadywać się, jak idą prace. 

W innym przypadku musicie znaleźć mechanika w miejscu, w którym nastąpiła awaria najlepiej zrobić to, pytając znajomych z tego miasta np. przez media społecznościowe, a jeśli nikt nie zna takie osoby, musicie zdać się na Google’a. Warto zadzwonić do takiego warsztatu i zapytać, czy jest czynny, czy właściciel nie jest na urlopie i czy jest w stanie przyjąć Wasz samochód na diagnostykę, czyli rozpoznanie, co mogło się zepsuć. 

Gdy już znajdziecie takiego mechanika, możecie go zapytać czy ma poleconą lawetę i zadzwonić na wskazany numer, jeśli nie musicie znowu oszukać sami pomocy drogowej. W tym przypadku warto skorzystać z mapy Google’a i znaleźć najbliższą pomoc drogową. Zawsze warto pytać o cenę przed przyjazdem lawetę i negocjować stawki pamiętajcie że opłata za lawetę to tylko początek zazwyczaj dużych wydatków przy naprawach samochodów. Kolejna moja wskazówka dotyczy barier językowej. Osoby prowadzące warsztaty samochodowe mogą nie mówić w waszym języku, więc jeżeli w nerwach trudno wam zrozumieć przez telefon mechanika, poproście przechodnia o pomoc. Może on przecież w waszym imieniu zadzwonić do mechanika samochodowego i się wszystkiego dowiedzieć, a później na spokojnie wytłumaczyć Wam wszystko. Nie bójcie się prosić o takie rzeczy, być może w Polsce na ulicy nikt sam z siebie Wam nie zaproponuje pomocy, ale z dużym prawdopodobieństwem udzieli jej, jeśli o nią sami poprosicie. 

Gdy już znajdziecie pomoc drogową i dotrzecie do warsztatu, musicie uzbroić się w cierpliwość. Niestety mechanicy samochodowi to nie jest grupa zawodowa, która ma dobre opinie w Polsce. Często mówi się, że będą chcieli Was naciągnąć na kasę, czyli będą żądać od was więcej pieniędzy niż wartość usługi. Zawsze warto dokładnie pytać, ile będzie kosztowała naprawa i prosić, żeby właściciel warsztatu skontaktował się z Wami przed podjęciem bardziej kosztownych napraw. Jeżeli nie spieszy się Wam, samochód nie stoi na środku autostrady i nie tamuje ruchu, warto zebrać opinie o danym mechaniku wcześniej, zanim powierzycie ma swój samochód. Ale, jak wiadomo, samochody najczęściej psują się właśnie w tych najgorszych okolicznościach… 

Na koniec podzielę się z wami moim wnioskiem po tym pechowym weekendzie w Warszawie. Postanowiłam już w miarę możliwości następnym razem podróżować pociągiem. Pociągi w Polsce są teraz naprawdę bardzo wygodnym środkiem transportu, są o wiele szybsza od samochodu i pozwalają też wypocząć podczas podróży.

Podcast – Uciekinier, czyli niesamowita historia z czasów II wojny światowej

E 13 Uciekinier, czyli niesamowita historia z czasów II wojny światowej

E13 Uciekinier, czyli niesamowita historia z czasów II wojny światowej

– Cześć! Natalio, bardzo chciałbym ci dzisiaj opowiedzieć pewną bardzo ciekawą historię..

 – Nie mogę się doczekać, co to takiego…

– Opowieść o strasznych czasach II wojny światowej, czyli niezwykle trudnym okresie dla mieszkańców Polski.

– Myślę, że wszyscy mamy tego świadomość. Jednak dla mnie to wyjątkowo trudny temat, gdyż moja babcia przeżyła wojnę i dużo mi opowiadała o tych dramatycznych wydarzeniach. Szczerze mówiąc, jako dziecko, nie lubiłam tych historii, ale teraz z przyjemnością bym ich wysłuchała.

– Jak zapewne wiesz, podczas II wojny światowej wielu Polaków było więzionych w obozach koncentracyjnych. Przebywali w bardzo ciężkich warunkach, wyniszczani ekstremalnie ciężką pracą i niedożywieni. Najbardziej znanym obozem koncentracyjnym był KL Auschwitz ze słynnym napisem nad bramą „Arbeit Macht Frei”. Ja jednak chciałbym ci opowiedzieć pewną historię obozową, bardzo ciekawą i na pewno optymistyczną. Jest to historia jednej z najsłynniejszych ucieczek z obozów koncentracyjnych. Ucieczka z KL Auschwitz, o której nawet telewizja BBC nakręciła bardzo ciekawy film pt „Uciekinier”, który gorąco polecam. 

– Gdzie można zobaczyć ten film?

– Ja oglądałem go na YouTubie. Opowiada on historię pana Kazimierza Piechowskiego, który wraz z trójką kompanów uciekł właśnie z KL Auschwitz w czerwcu 1942 roku. Kazimierz Piechowski trafił do obozu w 1940 i tam dostał numer obozowy 918. Pomysł ucieczki wyszedł od jednego z jego kolegów, który dowiedział się, że jest na liście śmierci. Nie miał zatem nic do stracenia, jedyną jego szansą na przetrwanie była próba wydostania się z obozu, co uchodziło za rzecz niewykonalną. 

Cała intryga była tak zaplanowana, że ucieczka mogła się odbyć tylko w sobotę, ze względu na skrócony czas pracy w ten dzień oraz fakt, iż wtedy właśnie esesmani rozjeżdżali się do domów. Kazimierz Piechowski zaplanował ucieczkę wraz ze swoimi towarzyszami pracy, z których jeden naprawiał samochody w obozie, miał zatem do nich w miarę swobodny dostęp i na tym oparli swój plan – chcieli wydostać się z obozu samochodem przebrani za oficerów. Potrzebowali jednak innych ubrań, gdyż jako więźniowie chodzi w pasiakach. Dzięki rozkręceniu wcześniej śrub do włazu dostali się do magazynów, przebrali się w mundury SS i przygotowanym samochodem zamierzali wyjechać przez główną bramę. Zanim jednak ją przekroczyli przeżyli niesamowite chwile oczekiwania na to, czy ich plan się powiedzie i nie zostaną zdemaskowani, nie posiadali bowiem żadnych dokumentów!

– Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, jak bardzo zdenerwowaniu musieli być, czekając na otwarcie szlabanu!

– Z całą pewnością byli, ale potrafili zachować zimną krew! Kiedy zbliżali się do szlabanu przy bramie głównej, a ten nadal się nie podnosił, musieli zatrzymać auto. Nie wiedzieli, co robić, ponieważ jako więźniowie nigdy nie byli świadkami wyjazdu oficerów przez bramę główną, nie znali procedur. Kazimierz Piechowski zareagował intuicyjnie – otworzył z werwą drzwi samochodu, niczym prawdziwy oficer, i krzyknął po niemiecku do pilnującego esesmana przy szlabanie coś w stylu Śpisz do cholery, czy co?! Ile mamy tu czekać?!“. To było niesamowite, ale wartownik natychmiast podniósł szlaban! Udało im się wyjechać i pomimo intensywnego pościgu nie zostali złapani, a wieść o ich brawurowej ucieczce lotem błyskawicy rozeszła się wśród więźniów, podnosząc ich morale. 

Wielką pasją pana Kazimierza były podróże po świecie, jednak czas wojny sprawił, że nie mógł tych marzeń realizować. Dopiero wiele lat po wojnie pan Kazimierz Piechowski zajął się swoją największą pasją, odwiedzając ponad 60 krajów, o czym opowiada w następujących słowach: „Przez całe swoje życie ciągle uciekałem. W czasie wojny uciekałem przed Niemcami. W Auschwitz kilka razy uciekłem przed śmiercią. Po wojnie uciekałem przed „czerwonymi”. Teraz uciekam w świat, żeby nie stetryczeć”.

– Bardzo lubię słuchać takich historii, w których koniec końców dobro zwycięża! Dziękuję za podzielenie się nią z naszymi słuchaczami!

Podcast – Dolina Biebrzy – nieodkryty raj przyrodniczy w Polsce

E12 Dolina Biebrzy - nieodkryty raj przyrodniczy w Polsce

Dolina Biebrzy – nieodkryty raj przyrodniczy w Polsce

Dziś chciałabym opowiedzieć Wam o miejscu, które moim zadniem najpiękniej wygląda wczesną wiosną, gdy przyroda budzi się do życia, a ptaki wędrujące z dalekich krajów znajdują tam idealne miejsce na lęgi. Rozpoczyna się zatem wspaniały spektakl, którego reżyserem jest sama matka natura. Mówię o Biebrzańskim Parku Narodowym, którego sercem jest Biebrza. Biebrza jest jedną z najpiękniejszych rzek we wschodniej Polsce. Do dziś pozostała dzika i nieuregulowana, a rytm życia człowieka w zgodzie z naturą na tych terenach spowodował, że dziś możemy tam obserwować unikatowe na skalę kraju, a także świata, gatunki ptaków, zwierząt czy roślin. Mam na myśli taką uprawę ziemi i stosowanie takiego rolnictwa, które nie ingerują w przyrodę, a stają się jej naturalnym dopełnieniem, jak np. koszenie traw tradycyjnie, za pomocą kosy, czy wypasanie krów na łąkach. Takie widoki to już rzadkość, a nad Biebrzą nadal jest to praktykowane. 

Oczywiście teraz w dolinie tej rzeki stworzony jest park narodowy, którego zadniem jest ochrona przyrodnicza obszaru. BPN to największy tego typu rezerwat w Polsce i to zdaniem wielu miłośników Biebrzy jest jego największy atut. Dzięki swoim rozmiarom pozwala turystom poczuć bardzo bliski kontakt z naturą. W BPN to przede wszystkich rozległe torfowiska czyli bagna, które ze względu na swoją niedostępność dla człowieka, stanowią idealne środowisko do życia dla ptaków czy innych zwierząt. Znajdziemy tam również piękne leśne szlaki oraz oczywiście samą Biebrzę, po której, po okresie lęgowym, można spłynąć kajakiem bądź tratwą, czyli takim domkiem na wodzie.

Próżno w BPN szukać jednego miejsca, z którego rozchodzą się piesze szklaki, tak jak np. w Zakopanem. Szlaki spacerowe czy kajakowe usytuowane są w różnych częściach parku, najczęściej dochodzą tuż do rzeki. Zatem, jeśli chcemy dobrze poznać tę niesamowitą krainę, powinniśmy się tu wybrać samochodem. Na miejscu, przy każdym ze szlaków, mamy parkingi, więc bez problemu można zostawić tam auto i już pieszo przemierzać bagna. Możliwe jest też zwiedzanie tych terenów na rowerze, jednak trzeba pamiętać, że odległości od poszczególnych szlaków są tak duże, że jest to wyprawa dla doświadczonych rowerzystów.

Moim zdaniem większość szlaków turystycznych nad Biebrzą nie nadaje się też do pokonywania rowerem, bo znika przyjemność z obcowania z naturą. Jadąc rowerem, możemy łatwo przegapić łosia, czającego się w zaroślach, czy bociana czarnego na gnieździe, które, uwaga, znajduje się na drzewie, w przeciwieństwie do popularnych w Polsce bocianów białych, gniazdujących na kominach, słupach telegraficznych czy specjalnych platformach. 

Chcę jeszcze podkreślić, że nie jest wcale łatwo dotrzeć do tych magicznych zakątków doliny Biebrzy, które widzimy na okładkach przewodników czy pocztówkach. Dolina Biebrzy przyciąga zazwyczaj turystów spragnionych bezkresnych krajobrazów, widoku stad dzikich ptaków unoszących się nad zamglonymi mokradłami czy łosia niespiesznie przeżuwającego kaczeńce, czyli małe żółte kwiatki, wszechobecne nad rzeką. Jednak, aby tych widoków doświadczyć, nie wystarczy wejść na pierwszą lepszą ścieżkę dydaktyczną. Trzeba pamiętać, że zwierzęta to nie eksponaty muzealne, a Park Narodowy to nie Zoo. I na tym polega właśnie jego urok. Musimy pamiętać, że to my jesteśmy gośćmi w tym miejscu i trzeba uszanować płochliwą naturę dzikiego ptactwa, zwłaszcza w porze lęgowej nie zakłócać spokoju przy gniazdach! 

Moim zdaniem powinniśmy najpierw dowiedzieć się, jakie zwierzęta żyją na tym terenie, jakie ptaki można spotkać w BPN i w jaki sposób zrobić to tak, aby im nie zaszkodzić. Towarzystwo człowieka jest zawsze dla dzikich zwierząt stresujące. Dlatego powinniśmy obserwować je najlepiej z oddali, używając lornetki czy lunety i pozostając na wieżach widokowych, specjalnie w tym celu wybudowanych w BPN. Oczywiście robić to w ciszy, żeby ich nie spłoszyć. BPN jest bardzo rozległy i trzeba pamiętać, że nie tak łatwo wypatrzeć te najciekawsze gatunki zwierząt, jak łosie, ptaków czy roślin. Jednak już same spacery po bagnach, wsłuchiwanie się w przepiękne żabie i ptasie koncerty daje niesamowitą satysfakcje i pozwala odpocząć od chaosu i problemów, które mamy na co dzień. 

 

Z ciekawostek powiem Wam, że mój pierwszy pobyt nad Biebrzą był dla mnie z jednej strony niesamowitym przeżyciem, ale też powodem do frustracji, ponieważ zdałam sobie sprawę, że nawet mimo posiadania dobrej lornetki, bardzo trudno mi było nawet wypatrzeć ptaka, a co dopiero przyjrzeć mu się na tyle długo, żeby zdążyć go rozpoznać. Wiedziałam, że tych ptaków dookoła jest bardzo dużo, bo było je słychać cały czas, ale nie potrafiłam ich dostrzec!  Dlatego po powrocie do Warszawy zapisałam się na … kurs obserwowania ptaków! Był to kurs organizowany przez wydział biologii UW i to właśnie tam nauczyłam się, że ptaki najłatwiej rozpoznawać po ich zachowaniu, znajomości środowiska życia, sylwetce, np. przy ptakach drapieżnych, czy wreszcie po głosie! To był dla mnie przełom! Nauczyłam się rozpoznawać zaledwie kilka najpopularniejszych gatunków występujących nad Biebrzą właśnie po głosie i już pierwszego dnia podczas następnego pobytu uslyszałam głos dudka, dość rzadkiego i pięknego ptaka z charakterystycznym grzebieniem! Po rozpoznaniu głosu i zidentyfikowaniu gatunku dość łatwo można go było wypatrzeć! Byłam z siebie bardzo dumna! 

W ogóle cały kurs obserwowania ptaków jest wspaniałym przykładem na to, że czasami poświęcenie swojego czasu na coś obiektywnie niepotrzebnego, jak np. rozpoznawanie ptaków po głosie, może nam przynieść tyle radości i satysfakcji, co później przekłada się na nasze zadowolenie z siebie i poczucie sprawczości, a co za tym idzie ułatwia realizację naszych kolejnych celów czy marzeń, ale to już temat na zupełnie inny podcast…

Pobyt w dolinie Biebrzy to dla mnie coś więcej niż obcowanie z przyrodą. To też spotkania z niesamowitymi ludźmi, którzy wydają się o wiele bardziej przyjaźnie nastawieni do drugiego człowieka niż gdziekolwiek indziej w Polsce. Nie chcę generalizować, bo nie byłam też wszędzie w Polsce, ale jednak to właśnie nad Biebrzą, gdy zapytaliśmy sąsiada gospodarza, u którego nocowaliśmy, od kogo można kupić wiejskie jajka, za kilka minut przyniósł nam jajka od swoich kur i nie chciał za to żadnych pieniędzy. To właśnie nad Biebrzą, gdy zepsuł nam się samochód, właściciel agroturystyki, w której się zatrzymywaliśmy, sam z siebie zaproponował pomoc, z ochotą podniósł klapę samochodu i bardzo się starał, ale nie potrafił stwierdzić, co się zepsuło. Zawołał zatem sąsiada, tak jakby znalezienie przyczyny naszej awarii postawił sobie za punkt honoru. Ostatecznie panowie chyba doszli do tego, jaka część się zepsuła, a że do sklepu motoryzacyjnego było 20 km, nasz gospodarz oczywiście zaproponował, że zawiezie tam nas, żebyśmy na spokojnie mogli kupić tę część podczas naszego pobytu i naprawić samochód. To tylko dwie sytuacje, z naprawdę wielu, które obrazują, jak uczynni ludzie mieszkają w tych okolicach. 

Piękne, bezkresne krajobrazy, możliwość obcowania z przyrodą czy obserwacja tak wielu gatunków ptaków to tylko nieliczne z powodów, dla których tak lubimy jeździć nad Biebrzę, mimo że to dla nas naprawdę daleka podróż. Z jednej strony uwielbiam opowiadać o tym, jak pięknie tam jest, ale z drugiej mam świadomość, że takie dzikie miejsca pozostają magiczne tylko dlatego, że nie zadeptały ich jeszcze tłumy turystów. Zatem korzystajcie z uroków Biebrzy dopóki pozostaje ona jeszcze choć trochę nieodkryta.

Podcast – Jakich owoców musisz spróbować w Polsce?

E11 Jakich owoców musisz spróbować w Polsce?

E11 Polskie owoce

W Polsce zaczyna się teraz sezon na owoce i warzywa. To czas, w którym można je kupić najlepsze, najświeższe i najtańsze. Dziś opowiem wam o moich ulubionych Polskich owocach i daniach, które się z nich przygotowuje. Nie jestem co prawda wegetarianką, ale owoców i warzyw staram się jeść codziennie najwięcej. 

Moje ulubione owoce, które rosną w Polsce to maliny, czyli czerwone małe owoce o smaku lekko kwaśne, które są pyszne, zarówno na surowo, jak i w postaci soku. Sezon na maliny rozpoczyna się w czerwcu i kończy bardzo szybko. Maliny mają dużo wartości odżywczych, zawierają witaminy i minerały, takie jak magnez, wapń i żelazo. Rosną zarówno na dziko w lasach, jak i są hodowane na sprzedaż. Istnieje ponad 200 gatunków malin, które różnią się od siebie wyglądem i smakiem. Maliny są też niestety bardzo delikatnymi owocami i bardzo szybko się psują. 

Podobnie do malin wyglądają jeżyny. Mają taki sam kształt i rozmiar, ale inny kolor. Jeżyny są ciemnoniebieskie, czyli granatowe. Smakują też zupełnie inaczej. Zarówno z malin, jak i z jeżyn można zrobić pyszne dżemy, soki czy nalewki. 

Innymi leśnymi owocami są jagody, bardzo chętnie zbierane przez Polaków latem w lasach. Ja sama nie lubię zbierać jagód, ale uwielbiam je jeść, zwłaszcza w połączeniu z jogurtem i miodem. To moje ulubione letnie śniadanie! W Polsce popularne są również pierogi z jagodami w sezonie. 

Owocami, które też rosną w lasach, ale są zdecydowanie bardziej kwaśne, są porzeczki: czarne i czerwone. To malutkie okrągłe owoce, przypominające miniaturowe winogrona, które pięknie wyglądają jako ozdoba letnich ciast i deserów. Ze względu na swój kwaśny smak są wykorzystywane często do ciast.

Gdy mówimy o owocach w Polsce, nie możemy pominąć truskawek. Są one naprawdę pyszne w naszym kraju, ale nie takie, które możecie kupić w sklepie, tylko te z bazarku. Wyglądają one zupełnie inaczej niż te sztuczne sklepowe truskawki, ale smakują wyśmienicie. Są bardzo słodkie i aromatyczne. Ja najbardziej lubię jeść je na surowo, same bez dodatków. Ale wiele osób uwielbia truskawki ze śmietaną i z cukrem czy w postaci koktajli z dodatkiem mleka. Truskawki też są nietrwałymi owocami i szybko się psują. Ponadto sezon na truskawki kończy się bardzo szybko. Dlatego, gdy tylko na bazarkach pojawiają się pierwsze truskawki, staram się kupować je codziennie, żeby nacieszyć się nimi w tym krótkim czasie na cały rok. 

Najpololprniejszy Polski owoc to chyba jabłko. Polska jest największym producentem jabłek w Europie. Rozróżniamy ponad 60 gatunków jabłek, co ciekawe, wszystkie są zarejestrowane w krajowym rejestrze odmian. Najpopularniejsze odmiany to Golden, Gala czy Idared. Wszystkie one pochodzą z dalekich krajów, takich jak USA czy Nowa Zelandia. Jedna z moich ulubionych odmian to Ligol, który jest akurat Polską, rodzimą odmianą. Ma lekko kwaśny smak i jest bardzo soczysty. Jabłka mają też dużo wartości odżywczych, zapobiegają chorobom serca, gotowane jabłka pomagają na niestrawność, a przyrządzony z jabłek ocet jabłkowy poprawia trawienie i jest bogaty w potas. Moją ulubioną potrawą z jabłek jest oczywiście szarlotka, czyli pyszne ciasto jabłko, które nieodmiennie kojarzy mi się z jesienią i tym, jak babcia przyrządza właśnie szarlotkę pachnącą jabłkami i cynamonem. Pychota! Musicie sprobować!

Owoce, które zaczynają się w czerwcu i w lipcu to wiśnie i czereśnie. Wyglądają podobnie, ale mają inny smak. Wiśnie są kwaśne i idealne do ciast oraz na przetwory. Ja robię z wiśni soki i nalewki, ale uwielbiam też jeść dżem wiśniowy. Z wiśni wychodzi pyszny kompot. Czereśnie są znakomite do jedzenia na surowo. Są słodkie i sycące. Stanowią świetny podwieczorek latem. 

Ostatnim popularnym w Polsce owocem, o którym Wam opowiem jest śliwka. Sezon na śliwki również rozpoczyna się w lipcu, ale niektóre odmiany dojrzewają dopiero jesienią. Śliwki idealnie nadają się do ciasta czy na kompot. Śliwki bardzo dobrze wpływają na pracę jelit, ponieważ zawierają dużo błonnika. Są dobre też na serce, układ nerwowy czy nawet poprawiają urodę dzięki dużej zawartości witamin i przeciwutleniaczy. 

Jak widzicie w Polsce latem mamy duży wybór pysznych owoców i warto z tego korzystać. Owoce są bardzo zdrowe, jednak ze względu na wysoką zawartość cukrów, ja traktuję je jako osobny posiłek, a nie dodatkową przekąskę. Szczerze mówiąc już nie mogę się doczekać pierwszych polskich truskawek w tym roku! Bardzo Wam polecam też spróbować, jeśli nigdy nie mieliście okazji. 

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close