Awaria samochodu

Cześć, w dzisiejszym podcaście chciałabym Wam opowiedzieć o dość przykrej sytuacji, która przytrafiła mi się kilka tygodni temu, kiedy jechałam do Warszawy spotkać się ze swoimi koleżankami. Dawno ich nie widziałam, więc bardzo cieszyłam się na to spotkanie. Już dzień wcześniej przygotowałam sobie wszystko do zabrania, a rano w dniu wyjazdu byłam bardzo pozytywnie nastawiona i już nie mogłam się doczekać, aż zobaczę dawno niewidziane przyjaciółki. Gdy wsiadłam do samochodu, jak zwykle ustawiłam nawigację, żeby zobaczyć, czy po drodze nie ma żadnych robót drogowych, remontów albo wypadków. Wtedy nawigacja pokazuje alternatywne, szybsze trasy. Jakież było moje zdziwienie, gdy się okazało, że trasę, którą zwykle można pokonać w dwie i pół godziny, nawigacja oszacowała na cztery i pół godziny. Nie wiedziałam, o co chodzi, ale nie widziałam też, żeby na mapie były zaznaczone jakieś dłuższe korki. Postanowiłam nie przejmować się wskazaniami nawigacji i po krótkich zmianach ustawień, okazało się, że wszystko wróciło do normy i trasa znów wynosi około 2,5 h. 

Podróż mijała mi bardzo szybko. Zazwyczaj, gdy jadę sama, słucham audiobooków, żeby jeszcze bardziej uprzyjemnić sobie czas spędzony za kierownicą. Tak było też i tym razem. Słuchałam akurat książki znanego Dale’a Carnegie „Jak przestać się martwić i zacząć żyć”, którą, tak na marginesie, serdecznie Wam polecam. Zdaję sobie sprawę z tego, że tytuł nie zachęca do sięgnięcia po tę książkę, ale uwierzcie mi, że warto. Zwłaszcza, że możecie znaleźć ją bez problemu na youtubie w formie audiobooka po polsku. Książka jest właściwie zbiorem opowieści o tym, jak pozytywne nastawienie wpłynęło na życie różnych ludzi. Naprawdę świetnie się jej słucha i można zdać sobie sprawę z tego, że zamartwianie się do niczego dobrego nas nie zaprowadzi. 

Wracając do mojej podróży, tuż przed Warszawą chciałam zrobić sobie postój, wjechałam więc na stację benzynową, żeby zatankować i nie martwić się juz o paliwo przez resztę weekendu. Niestety kolejki do tankowania były gigantyczne i zrezygnowałam. Miałam jeszcze na tyle paliwa, że postanowiłam wrócić na stację wieczorem. Nadal słuchałam audiobooka, ponieważ bardzo mnie wciągnął, a po dwóch godzinach słuchania tak pozytywnego przekazu byłam w doskonałym humorze, a myślami już szukałam miejsca parkingowego w centrum Warszawy, gdzie byłam umówiona na śniadanie. 

Zostało mi dosłownie kilka kilometrów do celu i tak ni stąd ni z owąd, mój samochód po prostu zgasł. Oczywiście chciałam go jak najszybciej znowu zapalić, zanim stojący za mną kierowcy zaczną nerwowo trąbić. Kto jeździł po Warszawie, ten wie, że kierowcy bywają różni. Niestety przekręcenie kluczyków w stacyjce nic nie dało. Podejrzewałam, że padł mi akumulator i naprawa nie okaże się skomplikowana. Na całe szczęście nie wydarzyło się to gdzieś na autostradzie, w połowie drogi między moim mieszaniem a Warszawą, ale w Śródmieściu. 

Oczywiście cała sytuacja zestresowała mnie trochę, ponieważ stałam na środku dość ruchliwej ulicy, musiałam ustawić trójkąt ostrzegawczy za samochodem, żeby nikt we mnie nie wjechał i włączyć świtała awaryjne. Po chwili dwóch młodych chłopaków, którzy akurat przechodzili obok, pomogło mi. Niestety nie mówili oni po polsku, a ja nie znałam ich języka, ale dogadaliśmy się na tyle, żebym zrozumiała, że to nie akumulator jest przyczyną awarii, a coś poważniejszego, 

Pomogli mi przepchnąć samochód na pobliski parking, gdzie mogłam bezpiecznie przemyśleć, co mogę dalej zrobić. To nie była moja pierwsza awaria w życiu. Wiedziałam więc, że skoro samochód jest niesprawny, silnik nie che odpalić, muszę wezwać pomoc drogową, czyli lawetę. Jednak sama laweta nie rozwiązywała problemu, ponieważ może ona jedynie odholować zepsuty samochód, którego naprawą zajmuje się mechanik w warsztacie samochodowym. Pikanterii całej historii dodaje fakt, że była już godzina 12.00 w sobotę, a przeważnie wszystkie punktu usługowe czynne są jedynie do 13.00 w ten dzień. Musiałam więc się spieszyć ze znalezieniem mechanika, który zgodziłby się choć zobaczyć mój samochód i zdiagnozować usterkę. Nadal wierzyłam, że to jakaś błahostka i jeszcze dziś wieczorem będę się cieszyć naprawionym samochodem. 

Przypomniało mi się, że mam zapisany numer telefonu do mechanika mojego taty. Okazało się, że jest to starszy pan, który prowadzi warsztat z żoną i zgodził się zajrzeć do mojego samochodu jeszcze dziś. Pozostało zorganizować lawetę. Na szczęście, w dzisiejszych czasach Google podpowie ci, jak poradzić sobie z problemem w dwie sekundy i tak, po chwili czkałam już na umówioną pomoc drogową. Musiałam jednak wypłacić gotówkę, ponieważ za tego typu usługi w Polsce raczej nie można płacić kartą. Na szczęście po przeciwnej stronie ulicy był  bankomat w biurowcu. Pełna nadziei na pozytywne zakończenie historii (w końcu przez całą drogę słuchałam o tym, jak przestać się martwić) wypłaciłam pieniądze zarówno na lawetę, jak i na naprawę samochodu, bo wiedziałam, że w warsztacie również nie będę mogła płacić kartą. Weszłam jeszcze na chwilę do toalety, a następnie wróciłam już do miejsca, gdzie stał mój samochód, pod który właśnie podjechał pan z pomocy drogowej. 

Sam proces wciągania samochodu na lawetę poszedł bardzo sprawnie i już po około czterdziestu minutach byłam w warsztacie. Pan laweciarz sprawnie zostawił moje auto na placu warsztatowym, a ja poszłam po portfel, żeby zapłacić mu za odholowanie. Już od pierwszej minuty, gdy tylko zorientowałam się, że mojego portfela nie ma w plecaku, wiedziałam, że coś jest nie tak. Wtedy coś właśnie we mnie pękło i poczułam, że już za dużo tego pecha jak na jedno przedpołudnie i jedną osobę. Do tej pory, mimo tak stresującej sytuacji, jaką był zepsuty samochód, zmarnowane spotkanie z przyjaciółkami, do którego nie doszło, duże koszty naprawy, byłam bardzo spokojna. Powtarzałam sobie słowa z książki, że zamartwianie się nic mi nie da.  Ale w momencie, gdy uświadomiłam sobie, że do tego wszystkiego czeka mnie jeszcze wymiana dokumentów, takich jak dowód osobisty i prawo jazdy, blokowanie karty i de facto podwójne koszty naprawy, nie wytrzymałam i rozpłakałam się jak mała dziewczynka. 

Nie mogłam jednak pozwolić sobie na długie szlochy, bo pan z lawetą czekał na zapłatę. Na szczęście miałam ze sobą telefon i mogłam zrobić przelew, a pan, widząc mnie tak zdenerwowaną, nie robił z tym problemów. Gdy załatwiłam sprawę z laweciarzem, starałam się uspokoić i wtedy uświadomiłam sobie, że portfel musiałam zostawić w toalecie. Było to na drugim końcu Warszawy i szansa na jego odzyskanie po godzinie wynosiła praktycznie zero. Zaczęłam się zastanawiać, czy dzwonić najpierw do banku, żeby zastrzec kartę czy na policję, żeby zgłosić zagubienie dowodu tożsamości i prawa jazdy, gdy nagle na moim telefonie pojawiła się wiadomość z Facebooka od nieznajomej, że znalazła mój portfel i prosi mnie i o kontakt. 

Od razu wykonałam telefon i … znów się rozpłakałam, tym razem z radości. Okazało się, że ta pani też znalazła się w toalecie dość przypadkowo i gdy zobaczyła portfel, zamiast oddać go ochronie, postanowiła sama odnaleźć mnie na Facebooku. Gdy usłyszała w jakich okolicznościach zgubiłam go, zaproponowała, że przywiezie mi go na Pragę – na drugi koniec Warszawy! Uwierzycie? Bo ja na początku nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. A pózniej przecież przypomniało mi się, że cały czas powtarzałam sobie, że nie warto się martwić, bo jedynie pozytywne myśli przyciągają pozytywne zdarzenia. Wszystko się dobrze skończyło, ostatecznie spotkałam się z przyjaciółkami i spędziłam bardzo miły weekend w Warszawie. 

Posiłkując się tą historią chciałam Wam opowiedzieć o tym, co robić, gdy przydarzy Wam się awaria samochodu w Polsce. 

Przede wszystkim ze względów bezpieczeństwa polecam mieć zawsze ze sobą w podróży telefon i ładowarkę albo NAŁADOWANY powerbank. Uwierzcie mi, że gdy spotka was tak stresująca sytuacja jak awaria samochodu, jeden problem mniej w postaci działającego telefonu jest na wagę złota. Rada numer dwa brzmi: zawsze upewnij się przed podróżą, że masz w samochodzie trójkąt ostrzegawczy, a najlepiej – kamizelki odblaskowe. W przypadku gdy zepsuje Ci się samochód na drodze, od razu włączyć światła awaryjne i ustaw trójkąt za samochodem. Poruszanie się po ulicy w Polsce nie jest moim zdaniem bezpieczne, więc najlepiej dodatkowo się zabezpieczyć, zakładając kamizelkę odblaskową. Ale nawet to nie daje nam gwarancji bezpieczeństwa. A samochody jeżdżą bardzo szybko, mało kto przestrzega ograniczeń prędkości i należy ograniczyć poruszanie się po jezdni na piechotę. Ja osobiście wyszłabym w ogóle samochodu i stanęła w bezpiecznym miejscu i dopiero stamtąd próbowała wezwać pomoc. Jeśli jest możliwość przepchnięcia samochodu w bezpieczniejsze miejsce, takie które nie przeszkadza również innym kierowcom, warto poprosić kogoś, żeby Wam pomógł. Niestety w Polsce nie ma co liczyć na to, że ktoś sam pomoże Wam bez proszenia o pomoc. Ale zawsze warto prosić ludzi w takich sytuacjach. 

Gdy już samochód będzie stał w bezpiecznym miejscu, musicie znaleźć pomoc drogową, która zawiezie Wasz samochód do warsztatu. Przeważnie osoby, które w podróży mają awarię samochodu, mają dwie opcje do wyboru: albo holowanie samochodu do swojego mechanika, do swojego miejsca zamieszkania (ma to sens w przypadku gdy ta odległość nie jest zbyt duża, albo gdy samochód zepsuje nam się np. w podróży na wakacje i nie chcemy tracić czasu i zostawiać samochodu w jakimś przypadkowym miejscu). Ja niestety miałam kiedyś taką sytuację, gdy samochód zepsuł mi się około 100 km od mojego miejsca docelowego i zdecydowałam się holować go właśnie do tego miejsca. Awaria okazała się na tyle poważna, że naprawa trwała kilka dni i wiadomo, że trochę zepsuła mi humor podczas wakacji, ale plusem takiego rozwiązania było to, że warsztat znajdował się w miejscowości, w której ja też przebywałam i co dwa dni mogłam osobiście dowiadywać się, jak idą prace. 

W innym przypadku musicie znaleźć mechanika w miejscu, w którym nastąpiła awaria najlepiej zrobić to, pytając znajomych z tego miasta np. przez media społecznościowe, a jeśli nikt nie zna takie osoby, musicie zdać się na Google’a. Warto zadzwonić do takiego warsztatu i zapytać, czy jest czynny, czy właściciel nie jest na urlopie i czy jest w stanie przyjąć Wasz samochód na diagnostykę, czyli rozpoznanie, co mogło się zepsuć. 

Gdy już znajdziecie takiego mechanika, możecie go zapytać czy ma poleconą lawetę i zadzwonić na wskazany numer, jeśli nie musicie znowu oszukać sami pomocy drogowej. W tym przypadku warto skorzystać z mapy Google’a i znaleźć najbliższą pomoc drogową. Zawsze warto pytać o cenę przed przyjazdem lawetę i negocjować stawki pamiętajcie że opłata za lawetę to tylko początek zazwyczaj dużych wydatków przy naprawach samochodów. Kolejna moja wskazówka dotyczy barier językowej. Osoby prowadzące warsztaty samochodowe mogą nie mówić w waszym języku, więc jeżeli w nerwach trudno wam zrozumieć przez telefon mechanika, poproście przechodnia o pomoc. Może on przecież w waszym imieniu zadzwonić do mechanika samochodowego i się wszystkiego dowiedzieć, a później na spokojnie wytłumaczyć Wam wszystko. Nie bójcie się prosić o takie rzeczy, być może w Polsce na ulicy nikt sam z siebie Wam nie zaproponuje pomocy, ale z dużym prawdopodobieństwem udzieli jej, jeśli o nią sami poprosicie. 

Gdy już znajdziecie pomoc drogową i dotrzecie do warsztatu, musicie uzbroić się w cierpliwość. Niestety mechanicy samochodowi to nie jest grupa zawodowa, która ma dobre opinie w Polsce. Często mówi się, że będą chcieli Was naciągnąć na kasę, czyli będą żądać od was więcej pieniędzy niż wartość usługi. Zawsze warto dokładnie pytać, ile będzie kosztowała naprawa i prosić, żeby właściciel warsztatu skontaktował się z Wami przed podjęciem bardziej kosztownych napraw. Jeżeli nie spieszy się Wam, samochód nie stoi na środku autostrady i nie tamuje ruchu, warto zebrać opinie o danym mechaniku wcześniej, zanim powierzycie ma swój samochód. Ale, jak wiadomo, samochody najczęściej psują się właśnie w tych najgorszych okolicznościach… 

Na koniec podzielę się z wami moim wnioskiem po tym pechowym weekendzie w Warszawie. Postanowiłam już w miarę możliwości następnym razem podróżować pociągiem. Pociągi w Polsce są teraz naprawdę bardzo wygodnym środkiem transportu, są o wiele szybsza od samochodu i pozwalają też wypocząć podczas podróży.

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close